Sobota, ostatni dzień Woodstock Festiwal, tak jak pozostałe dni, nie pozostawił czasu na nudę. Trzy sceny po raz kolejny zaprezentowały nam swoich artystów, a barierki przed Główną Sceną zostały zniesione!

Podczas gdy na Małą Scenę wychodziły Kolory, zespół pochodzący z Górnego Śląska, Główną Sceną rządził już Nocny Kochanek, który porywał i przyciągał woodstockowiczów z wszystkich zakątków festiwalu. Swoją muzyką przyciągnął też i mnie. Następnie nastąpiła zmiana klimatu i na scenie pojawił się zespół reggae Dub Inc., by później ponownie powrócić do cięższego klimatu w postaci chińsko-mongolskiej grupy Nine Treasures.

O 19:10 na Głównej Scenie pojawił się Brytyjski zespół  Slaves, który uderzył porządnie. Zespół złożony z perkusisty grającego bez hi-hatu i gitarzysty. Kto by pomyślał, ze ta dwójka – Isaac i Laurie – są w stanie tak kontrolować muzykę i ludzi. Pogo w lekkim deszczu nie ustawało nawet na chwilę. To był drugi występ zespołu w Polsce (po raz pierwszy pojawili się na Soundrive Festival w 2014 roku) i miejmy nadzieję, że nie ostatni. Mimo wspomnianego deszczu nad Woodstockiem pojawiła się tez podwójna tęcza, którą zespół uznał za dobry znak i dwukrotnie pojawił się na bisie. W ich secie nie zabrakło kawałków takich jak: Cheer Up London, The Hunter czy Spit It Out, którym rozpoczęli swój występ.

Po Slaves zagrał zespół The Qemists, a zaraz po nich Nothing But Thieves, którzy już na samym początku powiedzieli, że to pierwszy raz, gdy grają przed tak dużą publicznością. Zespół wystąpił na Woodstocku mimo, że trójka muzyków była chora, a ich sprzęt się zgubił i grali na pożyczonych instrumentach. Mimo wszystko, koncert wypadł bardzo dobrze, o czym mogły świadczyć reakcje zgromadzonej pod sceną publiczności, a także samego zespołu.

 

Barbara Skrodzka, 

Foto: Damian Mekal, Bartek Muracki

Woodstock Festival, 05.08.2017 r.