Jest taki rodzaj muzyki, w którym nie jest najważniejsze by grać czysto. Jest też taki, gdzie rytm i melodia schodzą zupełnie na drugi plan, a wokalista niekoniecznie musi pamiętać każde słowo piosenki. A potem jest jeszcze Backstage Pass, który całą swoją energię poświęca publiczności. Z energy-rockowym zespołem z Krakowa rozmawialiśmy niedawno w naszym studiu. 

Wywiadu możecie również wysłuchać w całości pod tym linkiem.

RADIO17: Graliście niedawno koncert w Schizofrenia Cafe. Jak oceniacie ten występ? 
Mikołaj Bać (gitara):
Zdecydowanie super! Jedyne co, to Schizofrenia jest miejscem średnio nagłośnionym, co nie zmienia faktu, że publiczność była po prostu genialna i dziękujemy wszystkim za przybycie. Było świetnie i mega nam się podobało.
Emil Klonowski (bas): Naprawdę porwaliśmy publiczność, czegoś takiego jeszcze nie widziałem. Grałem z chłopakami do tej pory jakieś 7 koncertów i pierwszy raz widziałem taką energię.

R17: Czujecie się lepiej na takich małych koncertach blisko publiczności czy raczej marzy się wam, żeby kiedyś wypełnić cały stadion?
MB: Wypełnienie stadionu to byłoby coś pięknego, aczkolwiek trzeba tutaj zważyć to wszystko. Wypełnianie stadionu ma to do siebie, że wchodzisz i od razu uderza cię ten tłum – to może cię zaprzeć. Graliśmy raz taki koncert w fabryce i to było coś niewiarygodnego, chyba nigdy tego nie zapomnę. To było co prawda 600 osób, czym innym jest np. kilkanaście tysięcy, ale z drugiej strony te koncerty klubowe, te malutkie koncerciki mają w sobie mega dużo duszy. Możemy poczuć więź z tymi ludźmi. Można do nich wyjść, skleić piątki, ja kiedyś poszedłem w pogo podczas naszego koncertu…
EK:
To było bardzo dziwne, ponieważ nagle zostałem z rytmem, kiedy Bać sobie pogował.
MB: Ale i tak było fajnie! I to jest właśnie magia tych małych koncertów. Może nagłośnienie jest słabe, nie jest to na jakimś wybitnym poziomie, ale za to czuć tę moc. Czuć energię od ludzi i tą energią wymieniamy się nawzajem.

R17: Czyli gdybyście dorobili się kiedyś takiej renomy, by grać wielkie koncerty, to mimo to nie zaprzestalibyście tych mniejszych spotkań z publicznością?
EK: Myślę, że można tak powiedzieć. Jest to mimo wszystko nasze marzenie czy cel, że chcielibyśmy grać dla jak największej liczby osób, w jak największych miejscach, ale te koncerciki mają rzeczywiście swój klimat. Jak gitarzysta nagle wbiega ci w pogo, to jest to coś niezapomnianego.
MB: Wydaje mi się, że trzeba to po prostu dobrze wyważyć. Idealne wyważenie jednego i drugiego to jest coś pięknego. Na pewno nie chcielibyśmy rezygnować z tych mniejszych koncertów.

R17: Mieliście sporo zmian osobowych, niedawno pojawił się np. nowy basista. Czy skład już się ustabilizował?
MB: To jest ciężkie zagadnienie. Nasza perkusistka zdawała w tym roku jeszcze raz maturę i możliwe, że wyjeżdża. Nie jest to na sto procent pewne, ale za to nasza czwórka, czyli dwóch gitarzystów, basista i wokalista zostają już na pewno. Jedyne co, to właśnie kwestia pani perkusistki, nie wiemy jeszcze czy Ola z nami zostanie. Bardzo byśmy tego chcieli, bo jest super, jest cudowna i wszyscy ją kochamy. Szczególnie, że mało kto ma perkusistkę na perkusji.

R17: Emil, jak odnalazłeś się w nowym materiale?
EK: Tak naprawdę zostałem tu doklejony przez naszego znajomego. Wpadłem na próbę i od razu stwierdziłem, że chłopaki naprawdę fajnie grają. Nie jest to super finezyjna muzyka, ale ta energia na próbach, to jak się bardzo zgraliśmy i jak się dogadujemy. To, że zagrałem kilka nut na tym basie i od razu się to chłopakom spodobało, to jest to! Moje klimaty, wpasowałem się od razu. Bardzo chciałem grać koncerty i nagle wpadłem do ekipy, która ma już jakąś publiczność. Po miesiącu, jak tylko ogarnąłem materiał, zostałem rzucony na głęboką wodę, bo pojechaliśmy na koncert do Czech. Było fenomenalnie, tego  mi brakowało.

R17: Dlaczego gracie właśnie taką muzykę? To kwestia tego, że można się do niej dobrze bawić czy może uważacie, że w punk rocku nie wszystko jeszcze zostało powiedziane?
MB: Nasz styl muzyczny jest bardzo ciężko zdefiniować. To nie jest taki w stu procentach punk rock, raczej pewne połączenia punk rocka, hard rocka i rock’n’rolla. Z założenia nie mieliśmy grać takiej muzyki. Mieliśmy po prostu wejść na salkę i robić rzeczy, które nam się podobają. No i jakoś tak wyszło, że z tego całego połączenia tych wszystkich ludzi zrodził się właśnie taki styl muzyczny. Nie jesteśmy w stanie powiedzieć, w którą stronę z tego wszystkiego idziemy, ale wiemy, że najbardziej nas charakteryzuje ta energia, którą chcemy się wymieniać z jednymi i z drugimi. Nie wiemy gdzie jesteśmy i w którą stronę pójdziemy, ale wiemy, że chcemy się dobrze bawić, grać super muzykę i sprawiać radochę sobie i fanom.

R17: Czyli to brzmienie cały czas się jeszcze formuje?
MB: Tak, oczywiście. To by było bardzo ograniczające, tak mi się wydaje, gdybyśmy sobie ustalili „idziemy w tę stronę i elo, nic więcej”.
EK: Kiedy przyszedłem jako basista, zacząłem trochę nowego wprowadzać do tego zespołu. Wtedy też nasz główny gitarzysta, Karol, trochę się odpalił, ponieważ zaczęliśmy razem komponować kawałki, wymyślać nowe rzeczy i tak powstało kilka nowych utworów, które są mocno inne od naszej EPki. Widzimy jak publiczność na nie reaguje i jesteśmy bardzo zadowoleni. Próbujemy robić coś nowego i zobaczymy co z tego będzie.
MB: Generalnie nigdzie nam się nie spieszy, tylko dalej stanowimy ten kolektyw i bardzo dobrze, że Emil to zauważył, bo tak naprawdę z każdą nową osobą idziemy w zupełnie innym kierunku. Staramy się, żeby to wszystko było cząstką każdego z nas. Żeby każdy dawał cząstkę swojego serducha.

R17: Zastanawiam się w jakim stopniu kładziecie na koncertach nacisk na samą muzykę, a ile procent energii idzie w performance dookoła. To jest wykalkulowane czy idziecie na żywioł?
MB: My lecimy na żywioł na takiej zasadzie, że kiedy mamy opracowany już dany set muzyczny i wiemy, że jesteśmy w stanie go zagrać na dobrym poziomie, to cała reszta to już nasza własna interpretacja na scenie. Ja na przykład jestem taką osobą, która na scenie odwala takie rzeczy, że nikt by po mnie w życiu nie powiedział, że będę tak wyglądał i będę takie rzeczy robił. No a wraz ze wzrostem promilażu różne osoby róznie reagują. Muzyka jest jednak dla nas dalej najważniejsza, cała reszta jest zmienna. Mamy mnóstwo pomysłów na jeszcze lepsze performance’y, ale brakuje do tego pieniędzy i miejsc. Na pewno w większych miejscach kładlibyśmy na to większy nacisk. Nie zmienia to faktu, że muzyka jest na pierwszym miejscu, no bo to gramy i to ma być pierwszym punktem.

R17: Emil miał przez moment w trakcie koncertu w zasadzie solowy występ. Co to było?
EK: To, że cały zespół pozwala mi w trakcie koncertu wyjść i powiedzieć coś do ludzi – co basiści rzadko robią.
R17: Jeden z niewielu basistów, których słychać.
EK: Miód na moje serce! (śmiech) Każdego basistę boli właśnie ta opinia i właśnie dlatego tak lubię Backstage Pass. Kiedy wyszedłem z pomysłem, wymyśliłem solówkę jako część utworu, to chłopaki powiedzieli, że to jest to. No i zagrałem tę solówkę. To było jedno z moich marzeń: zostałem sam, grałem sam, mając poczucie jedności z publicznością. Te dwie minuty sam na sam z ludźmi to jest coś pięknego… Aż tak się wczułem, że gdybyście teraz byli publicznością, to już byście skakali!

R17: Kto was prywatnie inspiruje? Kiedy siedzicie sami i ćwiczycie, to kto jest waszym idolem?
EK: 
Ja mogę wymienić dwa nazwiska. Kiedyś bardzo dużo słuchałem Metalliki i jej pierwszy basista, który niestety zmarł, czyli Cliff Burton, który wprowadził bardzo szybkie granie, bardzo szybkie ataki na basie i ciekawe efekty typu distortion i wah, bardzo mnie zainspirował. Jeśli chodzi o drugą rzecz, to częstym elementem mojej gry jest slap, a więc oczywiście Flea z Red Hot Chilli Peppers. Brzmienie, jakie wytworzył na basie, bardzo mnie zainspirowało do tego, jak sam teraz gram.
MB: Ja pewnie was zaskoczę, bo wcale nie słucham tak mocnej muzyki. Takim moim największym inspiratorem był Brian Molko z Placebo, a zaraz po nim Jimmy Page. Kocham i szanuję całym sercem również Davida Gilmoura. Mam takie rozdarcie, bo nie jestem w stanie powiedzieć, który gitarzysta jest najlepszy na świecie, bawię się cały czas gdzieś pomiędzy nimi. Mój styl grania nie jest też bardzo solowy, dlatego najbardziej jednak inspiruję się Brianem Molko.

R17: Reszta słucha raczej podobnej muzyki czy na próbach czasem tworzy się jakaś mieszanka wybuchowa?
EK: Oj, tworzy się. Słuchamy całkowicie różnej muzyki. Choćby nasz wokalista, Filip, jest typowym fanem takich zespołów jak Acid Drinkers czy Motorhead. Niektóre utwory są jego autorstwa i to słychać bardzo. Ja natomiast inspiruję się raczej funkiem i wczesną Metalliką. Z kolei Ola, perkusistka, ma zupełnie swoje klimaty, bardziej w stronę właśnie Placebo.
MB: Tak, Ola słucha raczej indie i takiego leciutkiego brzdąkania.
EK: No właśnie. Jak to wszystko zbierze się do kupy, to robią się jakieś dziwne utwory, ale co z tego? To jest właśnie Backstage Pass.

R17: Co się stało z występem na Emergenzie? Dlaczego nie mogliście tam zagrać?
MB: Niestety kwestia była taka, że jak dogadywaliśmy się na początku z Emergenzą, to podali nam terminy koncertów, bo nasz wokalista wyjeżdżał do pracy. Powiedzieliśmy im kiedy, a oni zapewnili, że wtedy na pewno nie będzie kolejnego etapu. No i był kolejny etap. Nie było co zrobić, bo Filip wyjeżdżał do Francji, a wokalistka, którą załatwiliśmy, rozchorowała się. Przykro nam było strasznie.

R17: Będziecie jeszcze startować w tego typu konkursach?
MB: Zdecydowanie! Jak by nie patrzeć, to jest to sposób na wybicie się i chyba nie ma innej drogi dla młodych zespołów w tym momencie. Emergenzę świetnie wspominamy, super atmosfera, organizatorzy na mega poziomie i publiczność, która przyszła do Alchemii – a zawsze chcieliśmy zagrać w Alchemii – dlatego dzięki wielkie, jeżeli ktoś z Emergenzy tego słucha!

R17: Mimo wtopy z terminem?
MB: Tak, to się da wszystko wyprostować. Za rok startujemy i wygrywamy.

R17: To może jeszcze casting do Must Be The Music albo podobnego programu?
MB: Czemu by nie? Jedyny problem jest taki, że castingi są w wakacje, a mamy nasze terminaże, których nienawidzimy. Nasz wokalista całe wakacje pracuje w Czarnogórze, do tego ja i Emil wyjeżdżamy, no i nie wiadomo jak to wszystko zgrać terminowo. Ale gdybyśmy mieli taką okazję, to oczywiście.
EK: W tej chwili niestety wygląda to tak, że będziemy mieli przerwę z koncertami aż do września. Trzy miesiące na zregenerowanie się.

R17: To kiedy macie próby przy tak napiętym kalendarzu?
EK: Na szczęście mamy fenomenalną salkę w domu Bacia. Każdy ma w miarę blisko, więc jeździmy tam dwa razy w tygodniu i siedzimy ile chcemy.
MB: Wypadają nam te dwa miesiące, ale prawda jest taka, że po nich mamy taką moc sprawczą, że nagle okazuje się, że każdy ma jakiś utwór albo dwa, więc siedzimy i je wałkujemy. Może taka przerwa jest potrzebna temu zespołowi?

R17: Skąd wzięła się wasza popularność w Czechach? Jak to się stało, że gracie tam tyle koncertów?
MB: To jest dobra historia. Byliśmy na tej Emergenzie i wywiady tam prowadził gość z Pastwiska, Tomek Niziołek – pozdrawiamy! Zrobił z nami materiał i pewnego wieczoru napisał na stronę Backstage Pass taką wiadomość: „hej, słuchajcie, zgłoście się na taki festiwal w Czechach, bo ja go też współorganizuję”. Najpierw stwierdziłem, że chyba porąbało i nie jadę do żadnych Czech, ale minęło trochę dni i pomyślałem, że może jednak byśmy się zgłosili. 24:00 – koniec zgłoszeń, 22:30 – ja wysyłam nasze. Oczywiście regulamin i wszystko inne po czesku, ja nic nie rozumiem, no ale jakoś się w końcu udało. No i wyobraź sobie jak wielkie było moje zdziwienie, kiedy okazało się, że nas przyjęli. Jakie było, kiedy okazało się, że przeszliśmy dalej. A jakie jeszcze było, kiedy doszliśmy do finału.

R17: Jak porozumiewacie się z publicznością w Czechach?
EK: Filip jest prawdziwym poliglotą. Jest trochę Serbem, trochę Polakiem i potrafi się dogadać z kimkolwiek. Komunikacja z Czechami nie było taka prosta, ale doszliśmy do wniosku…
MB: Backstage Pass – trzecie miejsce!
EK: Tak, tyle zrozumieliśmy (śmiech). A potem się bardzo zdziwiliśmy, bo okazało się, że to było pierwsze. Komunikacja była średniawa, ale kiedyś udało nam się ich zaskoczyć. Kiedy doszliśmy do chyba półfinału, zagraliśmy im muzykę z bajki Sąsiedzi. Wtedy publiczność szalała i mimo że nie rozumieliśmy się ani słowem, to już wystarczyło.
MB: Muzyka jest uniwersalna i do każdego przemówi. Były jakieś potknięcia językowe, ale nie wpływało to bardzo na przekaz.

R17: Nie jest tak, że graliście w tych Czechach ostatnio więcej koncertów niż w Polsce?
EK: To powiem ci jak to wygląda z mojej perspektywy. Ja nigdy nie grałem większych koncertów poza Backstage Pass, z czego pierwszy z nich był w Czechach, a z pięciu pierwsze cztery również były w Czechach.
MB: To też jest zabawna historia, bo Emil do nas dołączył jakoś na przełomie stycznia i lutego, i od razu zagrał z nami nasz drugi koncert poza Krakowem, pierwszy za granicą i praktycznie wszystkie kolejne też były poza Krakowem i poza granicami naszego kraju. Dopiero ostatnie dwa graliśmy u siebie. Emil miał farta.

R17: Macie jakieś kraje, które chcielibyście odwiedzić ze swoją muzyką?
MB: Wszędzie! Niemcy, Anglia… Jezu, gdyby nas docenili w Anglii, to już by było pełne spełnienie. Moim zdaniem Amerykanie nie robią tak świetnej muzyki, ale jak słyszę British English, te typowe britpopowe wokale, to myślę sobie „o tak”. Gdyby tam nas docenili, to byłoby spełnienie moich marzeń.

R17: Publiczność w Czechach różni się jakoś od naszej? Poza językiem.
MB: W sumie to czeska publiczność jest dużo bardziej lajtowa. Publiczność w Polsce jest z jednej strony taka, że ona musi stać, musi się angażować, ale z drugiej strony, jeżeli ich nie zadowalasz, to wyrażają to bardzo mocno. Czesi są natomiast mega wychillowani. Oni sobie siądą przy piwku, trochę się pośmieją, trochę pomachają…
EK: Trochę se zapalą.
MB: Coś tam se zapalą, tacy są szczęśliwi i bardzo fajnie się też gra dla takich ludzi. Zagramy, skleimy piąteczki i pójdziemy z nimi na piwo. Ale poza tym nie ma chyba większych różnic: i Czechom, i Polakom się to podobało.
EK: Gramy dość mocną muzykę i w Polsce to jest niepojęte, żeby na takim koncercie nie pogować. W Czechach mamy stoliki przed sceną.

R17: Czyli Czesi nie pogują?
EK: Nie mówię, że nie pogują. Był tam taki konkretny, duży klub, przyszło sporo osób i tam to już było pogo. W tych mniejszych klubach były jednak stoliki. Coś tam się działo pod sceną, ale nie tak jak w Polsce.

R17: Waszą EPkę można ciągle gdzieś dostać?
MB: Tamtą EPkę od samego początku aż do teraz można było dostać tylko u nas. Nie mamy niestety żadnej dystrybucji, to wszystko było robione wyłącznie przez nas. My projektowaliśmy rzeczy, zlecaliśmy je ludziom, ogarnialiśmy tłoczenie, studio. Jeszcze się nie wybiliśmy, żeby sprzedawać tę EPkę w jakichś większych sklepach. Na ten moment służy nam głównie w celach promocyjnych. Ostatnio wręczyliśmy jedną strażnikowi granicznemu na przejściu czesko-polskim, więc przydaje się.
EK: Uniknęliśmy kontroli dzięki temu.

R17: Szykuje się jakiś nowy materiał? Pełny album albo teledysk?
EK: Teraz pracujemy nad tym, by nagrać 2-3 utwory w takiej porządnej jakości. Większość festiwali w Polsce nie potrzebuje od nas całej EPki, tylko właśnie 2-3 utworów i na ich bazie decyduje, czy mamy tam zgrać. Dlatego nam na tym zależy.
MB: Właśnie tak wygląda sytuacja. Na pierwszym miejscu jest zawsze materiał muzyczny i to się nie zmieni, dlatego chcemy nagrać te utwory, żeby mieć co wysyłać. Na drugim miejscu jest właśnie teledysk, który już mieliśmy w planie rok temu. Szukaliśmy aktorów, ale nie zachował się zbyt fajnie człowiek, który miał to kręcić. Mieliśmy plan, stroje, miejsca i dzień przed nagrywkami gość powiedział, że idzie na stomatologię i musi się uczyć. Cóż zrobić? Zgłosił się do nas teraz, że mógłby nagrać to w tym roku i tym razem już na sto procent, ale zobaczymy jak to będzie. No a trzecią rzeczą są jeszcze nagrania koncertowe, których mało kto poszukuje i to będzie ostatni etap w kształtowaniu naszego materiału.

R17: Czyli po wakacjach wracacie do studia i ruszacie z pełną parą?
MB: Tak jest, tak będzie i tak musi być. Z energią i nowymi utworami.

R17: No to takim optymistycznym akcentem zakończymy. Dzięki za rozmowę!
Backstage Pass: Dziękujemy bardzo i pozdrawiamy!

Maurycy Chronowski
Kraków, 17.06.2017